Felietony

Kapłan wobec zmieniającego się świata

Głębokie przemiany, jakie w XX i na początku XXI wieku zaszły w dziedzinie duchowej, społecznej, technicznej i ekonomicznej, a tym samym w życiu człowieka, zarówno pod względem indywidualnym, jak i wspólnotowym, są prawdopodobnie większe niż wszystkie przemiany, które zaszły od epoki neolitycznej. Dostrzegając to wszystko, papież św. Jan XXIII słusznie wyznaczył II Soborowi Watykańskiemu zadanie wnikliwego zbadania znaków czasu, aby uczynić wobec dzisiejszego świata wiarygodnym orędzie Jezusa Chrystusa. Zmiany zachodzące w świecie nie zmieniają wiary, ale na pewno warunkują jej wyznawanie i wpływają na jej przekazywanie. Kościół, może jak żadna inna instytucja na świecie, patrzy z ufnością na zachodzące zmiany i widzi w nich miejsce także dla siebie i dla tego wszystkiego, co ma do powiedzenia, nawet jeśli zauważa także wielorakie trudności, a nawet przeszkody dla swego posłannictwa. W konsekwencji zarówno w nauczaniu soborowym, jak i w okresie posoborowym patrzy się z uwagą także na ideę kapłaństwa oraz na miejsce kapłana w życiu kościelnym i cywilizacyjnym, uwzględniające zachodzące zmiany.

 

Studiując dokumenty soborowe z łatwością zauważa się, że wypowiedzi na temat kapłana znajdują w nich wyjątkowo znaczące miejsce. Oprócz, co jest oczywiste dekretu Presbyterorum ordinis o posłudze i życiu prezbiterów, mówią o nim także konstytucje Lumen gentium, Sacrosanctum Concilium, dekrety Christus Dominus, Optatam totus. Aby umożliwić poprawne rozumienie kapłana, sobór wychodzi – podobnie jak w wielu innych kwestiach – od niewątpliwie naczelnego w jego nauczaniu pojęcia jedności nowego ludu Bożego, czyli Kościoła: „Jeden jest zatem wybrany Lud Boży: «Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest» (Ef 4,5); wspólna jest godność członków wynikająca z ich odrodzenia w Chrystusie, wspólna łaska synów, wspólne powołanie do doskonałości, jedno zbawienie, jedna nadzieja i niepodzielna miłość” (nr 32).

Znaczące dla idei kapłana w nauczaniu II Soboru Watykańskiego jest wydatne zbliżenie go do wiernych świeckich, a świeckich do niego. Z jednej strony liczni wierni zbliżają się do kapłana, aby współpracować z nim w duszpasterstwie, a z drugiej kapłan zwraca się do wiernych i stara się lepiej zrozumieć ich środowisko i okoliczności życiowe. Prezbiterzy – podkreśla sobór – nie mogliby służyć ludziom, jeśli z racji swojego „wydzielenia”, które jest faktem religijnym, posiadającym przede wszystkim charakter duchowy i sakramentalny, oddalaliby się od ich życia i od ich środowiska; nie mogą pozostać oddzieleni jakimiś barierami od ludu, z którego wyszli i któremu mają służyć[1].

Poszukiwanie adekwatnej wizji kapłana i rozumienia jego misji nie zakończyło się wraz z soborem, ale nabrało po nim jeszcze większego rozmachu. Byłoby poważnym nadużyciem, jeśli kapłanom okresu posoborowego zarzuciłoby się, że zapomnieli o sobie i swojej misji, a tym samym doprowadzili do kryzysu kapłaństwa, co niejednokrotnie można czytać lub słyszeć. Tylko Bóg wie, z jaką miłością i z jaką wiernością niezliczeni kapłani wytężają do końca swoje siły, aby służyć Chrystusowi i Jego Kościołowi. Przyjęli oni z wielką gotowością nowe zadania wyznaczone przez sobór w dziedzinie liturgii, duszpasterstwa i misji. Byłoby jednak rozmijaniem się z rzeczywistością, jeśli chciałoby się negować fakt, że wielu kapłanów utraciło pewność odnośnie do swojej tożsamości i zleconej im posługi. Wielu kapłanów przeżywało i przeżywa konflikty dotyczące swojej duchowości, jak i pełnienia zleconych im zadań. Duszpasterstwo – zwłaszcza w świecie zachodnim, charakteryzującym się coraz większą obojętnością religijną – często ciąży na kapłanie, jak gorzki krzyż, którego nie warto może nieść.

Nie dziwi więc, że po soborze, w tym także dzisiaj, wielu kapłanów stawia sobie bardzo zasadnicze pytania: Czy moja posługa ma jeszcze sens? Czy nie lepiej byłoby zająć się budowaniem nowego społeczeństwa, angażując się na przykład w politykę? Czy świeccy mogą zrozumieć kapłana? Czy celibat odpowiada dzisiejszemu stylowi życia i dzisiejszym okolicznościom duchowym? Czy duszpasterstwo w dotychczasowym kształcie może jeszcze przynieść rezultaty?

Pytania ciągle powracają i rodzą się wciąż jeszcze nowe. Wobec tego faktu Kościół może i rzeczywiście stara się publicznie i otwarcie przypominać swoją doktrynę dotyczącą posługi kapłańskiej. Co więcej, jest to konieczne i jedynie to może być skuteczne, tym bardziej, że nierzadko pojawiają się dzisiaj poglądy, które osłabiają doktrynę katolicką dotyczącą kapłaństwa. Wobec tych faktów należy zdecydowanie przypominać: z misji Jezusa Chrystusa posłanego przez Ojca bierze początek wszelkie zbawienie i każda misja. Chrystus przelaniem swojej krwi wylanej na krzyżu założył nowy lud mesjański – Kościół, który aż do końca czasów będzie głosił i uobecniał tajemnice paschalną Jezusa Chrystusa, który dla nas i dla naszego zbawienia stał się człowiekiem oraz umarł i zmartwychwstał. W konsekwencji Kościół ze swej natury ma charakter kapłański, ponieważ narodził się z kapłańskiego aktu Chrystusa i został przez ten akt na zawsze ukonstytuowany.

Chrystus ustanowił Kościół na fundamencie apostołów. Kościół pierwotny traktował dwunastu jako swój fundament (por. 1 Kor 3,6-11; Ef 2,20; Dz 21,14), przy czym jest on świadomie budowany na kamieniu węgielnym, którym jest Jezus Chrystus (1 Kor 3,11). „Kościół od apostołów, apostołowie od Chrystusa, Chrystus od Ojca” – pisał Tertulian[2]. Apostołowie jako fundament nie sytuują się poza Kościołem, ale są „współpracownikami Boga” (1 Kor 3,9) i zostali włączeni, wraz z innymi wiernymi, do jednego i jedynego Kościoła. Następstwo: Chrystus-apostołowie-Kościół posiada pierwotne i wyjątkowe znaczenie, gdyż obejmuje równocześnie drugie następstwo: Chrystus-Kościół-posługa duszpasterska. Także apostołowie są Kościołem, który czerpie swoje istnienie i życie z Ducha Świętego oraz w nim zakorzeniają się wszystkie posługi duszpasterskie. Nie ma żadnej wspólnoty wiernych bez odniesienia do apostołów wybranych przez Boga; nie ma posług duszpasterskich, które nie miałyby na celu dobra wspólnoty kościelnej; nie ma wspólnot eklezjalnych i posług duszpasterskich, które nie pozostawałyby w relacji z Chrystusem i nie zależały pierwszorzędnie od Niego.

Wśród wszystkich posług duszpasterskich istotowo wyróżnia się posługa kapłańska ze względu na swój własny charakter. Jest ona „ustanowiona przez Boga”, jak podkreśla konstytucja Lumen gentium (nr 28), oraz udziela ona „świętej władzy” (nr 10), przez co reprezentuje szczególną formę uczestniczenia w kapłaństwie Chrystusa: „[Apostołowie] nie tylko bowiem w wypełnianiu swego posługiwania mieli rozmaitych pomocników, ale aby powierzone im posłannictwo było kontynuowane po ich śmierci, bezpośrednim swoim współpracownikom przekazali, jak w testamencie, zadanie prowadzenia dalej i umacniania rozpoczętego przez siebie dzieła, zalecając im czuwanie nad całą trzodą, w której Duch Święty ich umieścił, by byli pasterzami Kościoła Bożego”[3].

Na posłudze kapłańskiej spoczywa więc zadanie głoszenia Ewangelii oraz jednoczenia ludu Bożego, prowadzenia go i rządzenie nim. Czyniąc to, kapłani nie głoszą swoich prywatnych poglądów, ale zbawcze słowo Boże, które jest prawdą zakorzeniona w Bogu-Prawdzie. Punktem kulminacyjnym ich posługi jest celebrowanie Ofiary eucharystycznej, w której „działając w osobie Chrystusa i głosząc Jego misterium, łączą modlitwy wiernych z ofiarą Tego, który jest ich głową, i uobecniają w ofierze Mszy świętej aż do przyjścia Pana jedyną ofiarę Nowego Testamentu, mianowicie Chrystusa ofiarującego siebie raz jeden Ojcu jako ofiarę nieskalaną, oraz rozdzielają owoce tej ofiary”[4]. Święta Eucharystia nie może być celebrowana bez prezbiterów. Również odpuszczanie grzechów domaga się posiadania specjalnego uzdolnienia. Wszystko to oznacza, że w posłudze kapłańskiej urzeczywistnia się nowa i szczególna władza, której jedynym źródłem jest Chrystus. Kapłaństwo urzędowe pozostaje jednak w ścisłej relacji z powszechnym kapłaństwem wiernych, choć równocześnie istotowo różni się od niego.

Na mocy posiadanej władzy Kościół może złączyć jeszcze inne funkcje z posługą kapłańską, zależnie od potrzeb i okoliczności. Nierzadko w swoich dziejach Kościół korzystał z takiej możliwości ustanawiając specjalne posługi, np. lektora, akolity, katechety itd. Zasadniczą sprawą pozostaje oczywiście, aby w różnorodności posług i funkcji kapłani i świeccy stanowili egzystencjalną i duchową „jedność” w ramach całego Kościoła, każdej diecezji i każdej parafii.

Członkowie wspólnoty eklezjalnej utożsamiają się z nią i te tożsamość powinni stale weryfikować i pogłębiać. Dzieje się to przede wszystkim za pośrednictwem wspólnych działań o charakterze kultycznym, czyli przez oddawanie wspólnie czci Bogu. Najwznioślejszym sposobem ukazywania siebie, swojej natury i swoich założeń doktrynalno-duchowych, a tym samym swojej wspólnotowości, jest dla Kościoła celebracja Eucharystii. Podobne znaczenie posiadają inne wspólnotowe akty kultyczne, ponieważ za ich pośrednictwem wierni odnajdują i umacniają swoją wieloraką jedność z Chrystusem i z Kościołem, z papieżem, z biskupem, z proboszczem i między sobą. Zanikanie wspólnotowych form kultu, w których Kościół ukazuje siebie i to, co głosi, sprawia, że coraz trudniejsze staje się utożsamienie z Kościołem. Przyczynia się to potem do utraty pewności wiary i sprzyja indywidualizmowi duchowemu, który może łatwo wprowadzić w błąd i oddalić od Kościoła. Kapłani, pełni miłości do Chrystusa i do Kościoła, zdawali i zdają sobie sprawę z istniejącej współzależności między nimi i wiernymi, dlatego starają się intensyfikować uczestniczenie wspólnoty w Mszy świętej, ale nie zapominają także o nabożeństwach eucharystycznych, wieczystej adoracji, różańcu, drodze krzyżowej, procesjach, a także o podejmowaniu innych wspólnych działań, by odpowiadać na pojawiające się we wspólnocie, nie tylko kościelnej potrzeby. Znaczenie tych rozmaitych form pobożności wynika przede wszystkim z tego, że angażują one różne sfery duchowe i obejmują różne ludzkie doświadczenia, a tym samym potwierdzają ich wartość religijną i duchową. Odrzucanie tych wielorakich form pobożności, wyrastających z wiekowych doświadczeń, nie proponując niczego w zamian, jest więc zgubne, ponieważ szybko prowadzi do utraty tożsamości eklezjalnej. Doświadczenia posoborowe pokazują, że tam, gdzie w imię pierwszeństwa przyznanego celebracji Eucharystii radykalnie zrezygnowano z innych form pobożności, Kościoła już praktycznie nie ma. Tam zaś Kościół się odradza i umacnia, gdzie powraca się do wielorakich form wspólnotowej czci Boga, których dostarcza tradycyjna pobożność katolicka.

Kto doświadczył powołania Chrystusowego do kapłaństwa zostaje nim dotknięty i naznaczony w głębi osobowości. Nie czuje się on już związany z tym, co nowego dzieje się w świecie, ale z tym, co raz na zawsze dokonało się w Jezusie Chrystusie i co nieustannie stanowi o nowości orędzia zbawczego. Dopuszczenie do kapłaństwa nie jest kontraktem zawieranym między powołanym i wspólnotą kościelną, ale działaniem Ducha Świętego, który udziela daru nie podlegającego pomniejszeniu. Znakiem tej trwałości jest ten szczególny charakter sakramentalny, którym – jak naucza II Sobór Watykański w dekrecie Presbyterorum ordinis – namaszcza kapłana Duch Święty, a którego skutkiem jest uczestniczenie w kapłaństwie samego Chrystusa (nr 2). Charakter sakramentalny nie jest fantazją, ale rzeczywistością duchową, w której znajduje definitywne wyjaśnienie i umocnienie boskie powołanie do kapłaństwa.

Kapłan powinien zatem być człowiekiem modlitwy i kontemplacji, człowiekiem, na którego Bóg położył swoją rękę i złączył ontologicznie ze sobą. Przede wszystkim dzisiaj wierni oczekują od kapłana, aby jego życiowym ideałem była wiara, stając się następnie duszą jego nauczania i jego odniesienia do wszystkich ludzi. Gdzie zabrakłoby żywego i jednoznacznego świadectwa jedności między życiowym postępowaniem i przepowiadaniem – czego nie należy mylić z jakimś ogólnikowym, a może nawet naiwnym „dobrym przykładem” – tam kapłan narażałby się na wewnętrzną i zewnętrzną schizofrenię. Źródłem jedności wewnętrznej kapłana jest Ofiara eucharystyczna, gdy – jak podkreśla dekret Presbyterorum ordinis – „całe życie prezbitera jest w niej zakorzenione, tak iż to, co dokonuje się na ołtarzu ofiarnym, kapłańskie serce stara się odnieść do siebie” (nr 14). Sadzę, że jest to jedno z najbardziej kluczowych stwierdzeń dotyczących duchowości kapłańskiej, której kierunki rozwoju wyznaczył II Sobór Watykański.

Wobec Boga i wobec ludzi radykalne opowiedzenie się kapłana za Chrystusem znajduje swój wyraźny wyraz w tej formie życia, którą nazywamy celibatem. Wyraża on zdecydowaną i stałą wolę kapłana poświęcenia swego życia posłudze kapłańskiej w Kościele. Świadczy on o mocy miłości Bożej, która może – odpowiednio przeżywana i prowadzona do dojrzałości – dokonać całkowitego przekształcenia życia afektywnego mężczyzny. Celibat przeżywany z miłości do Chrystusa nigdy nie zawaha się podporządkować zgorszeniu krzyża, nawet jeśli również nigdy nie będzie on – jak zresztą w żadnej epoce nie był – w pełni rozumiany przez świat. Im bardziej ulega osłabieniu wiara i miłość wielu ludzi, z tym większym zapałem występuje się przeciw celibatowi i dziewictwu poświęconemu Bogu. Dyskusje na temat celibatu miały już miejsce w IV i V wieku. W wieku X i XI, w czasie tak zwanej reformy gregoriańskiej, dyskusja o celibacie była bardzo burzliwa i emocjonalnie podsycano ją w szerokich kręgach społecznych. W trakcie tej debaty zostały sformułowane zasadnicze zastrzeżenia, które powracają właściwie w takim samym kształcie do dnia dzisiejszego (nihilnovi). W XVI wieku reformatorzy i humaniści zaatakowali celibat kapłański ze wzmożoną siłą, czego dalszy ciąg stanowi następnie oświecenie, rewolucja francuska, modernizm i okres posoborowy. Przez celibat kapłani zostają złączeni duchowo z wszystkimi wiernymi głęboką jednością, która zakorzenia się w Chrystusie oraz znajduje swoją moc i potwierdzenie w Jego łasce. Stąd napomnienie: „Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który wyrasta do góry, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni, i aby się nie znalazł jakiś rozpustnik i bezbożnik” (Hbr 12,15-16).

Ponieważ głoszenie Ewangelii, przewodzenie ludowi Bożemu, celebrowanie sakramentów, przede wszystkim Eucharystii, łączą się w jedno w ramach posługi kapłańskiej, dlatego trzeba zwrócić uwagę na pewną bardzo zasadniczą kwestię. Otóż, w duchu naszych czasów proponuje się teoretycznie i w wielu miejscach wprowadza praktycznie tak zwaną „specjalizację” do posługi kapłańskiej, pod niby szlachetnym pozorem, aby każdy kapłan robił to, do czego najlepiej się naddaje, i aby nie robił tego, co nie łączy się wprost z jego posługą. Trzeba to dobrze i uważnie rozważyć. To prawda, że wcale nierzadko są powierzane kapłanom zadania, które nie łączą się wprost z posługą duchowną i z misją zbawczą Kościoła, a zatem mogłyby zostać powierzone świeckim, np. administracja, działalność charytatywna, dysponowanie środkami ekonomicznymi itd. Rozmaite zadania, które nawet wprost łączą się z posługą kapłańską, powierza się także świeckim, np. nauczanie, katechizacja, udzielanie Komunii świętej itd. Dzisiaj obserwujemy jakiś pęd we wchodzeniu świeckich na ambonę, może jeszcze nie wprost przez głoszenie kazań, ale przez głoszenie rekolekcji, składanie rozmaitych świadectw, rozmaite „wypowiedzi” ewangelizacyjne, a także przez organizowanie, bez uzgadniania z pasterzami, rozmaitych działań ewangelizacyjno-modlitewnych itd. Niejednokrotnie odsuwa się już kapłanów od bezpośredniego wpływu na tego typu działania, co dzieje się nawet za wyraźnym przyzwoleniem niektórych biskupów.

W dzieleniu się działaniami w Kościele i specjalizacjami w ramach posługi kapłańskiej należałoby uwzględnić następującą kwestię, o której już dawno temu socjologia powiedziała rzeczy bardzo znaczące i inspirujące, które warto uwzględnić także w teologii i w duszpasterstwie. Kondycja i posługa kapłańska do niedawna jeszcze należała do tych działań, które w kręgach anglosaskich określa się jako professions w przeciwieństwie do prostych occupations. Działania prowadzone przez przedstawicieli tej pierwszej grupy – np. lekarza, prawnika, profesora itd. – posiadają szczególną pozycję i autorytet uznawane przez społeczeństwo, co oznacza między innymi, że ludzie spoza ich kręgu nie mogą w te działania ingerować. Socjologowie zwracają uwagę, że szerokie rozdzielanie podejmowanych działań i rozwój specjalizacji można uważać za potwierdzenie pożądanego demokratyzowania się społeczeństwa, ale – paradoksalnie – w dalszej perspektywie prowadzi to do utraty szeroko rozumianego autorytetu kompetencyjnego, ponieważ właściwy autorytet posiada się już tylko w bardzo wąskim zakresie podejmowanych działań, a tym samym pojawia się brak zaufania do tych, którzy nie legitymują się ściśle określonymi specjalizacjami lub w swoich działaniach po prostu nie są specjalistami. Dochodzi do tego głoszone przekonanie, że dzisiaj można być specjalistą tylko od jednej rzeczy, a zatem nie można wypowiadać się w żadnej innej kwestii. Ta mentalność nakłada się dzisiaj na wizję kapłana, która w coraz szerszym stopniu pozbawia go jego szerokiego stanu „profesjonalnego”, jak było od początku, i jak tego domaga się poniekąd posługa kapłańska (ma ona urzeczywistniać się równocześnie w wymiarze profetycznym, uświęcającym i rządzącym), ograniczając miejsce kapłana w Kościele do takiej czy innej „specjalności”, a w końcu zostaje on specjalistą jedynie od „konsekracji”, gdyż wszystko inne można powierzyć innym-świeckim, którzy zrobią to lepiej w oparciu o swoją specjalizację. Efektem jest nieufność do kapłana w wielu dziedzinach, których podejmowanie domaga się przede wszystkim cnoty (albo cnót) w najbardziej klasycznym rozumieniu tego pojęcia, a nie takiego czy innego dyplomu, mającego być gwarancją osiągniętej specjalizacji, czego się nie zauważa. Kluczowe sprawy posługi kapłańskiej sytuują się zasadniczo na poziomie roztropnościowym.

Poważne badania socjologiczne prowadzone już w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pokazały, że opisany tutaj fakt w o wiele większym stopniu wpływa na spadającą liczbę powołań kapłańskich niż celibat, któremu potocznie, bez żadnych konkretnych badań, przypisuje się winę za brak, czy kryzys powołań kapłańskich[5]. Młody człowiek pyta się, po co wybierać kapłaństwo, jeśli to samo mogą robić świeccy – mogą przepowiadać, mogą „ewangelizować”, mogą rozdzielać Komunię świętą, mogą prowadzić działalność charytatywną, mogą zarządzać parafią itd., Fakty, o których mówi socjologia, należy w tym przypadku potraktować poważnie. Świeccy mogą pomagać – nie mogą zastępować kapłana w jego posłudze. Nie wchodzę tutaj w rozważania, jak powinno się tę sprawę ustawić na poziomie praktycznym, ale zasada powinna być jasno uwzględniona.

Wierni świeccy – uwierzmy w to wreszcie! – nie potrzebują kapłanów, którzy podzielają ich zainteresowania i w przyjmowanym sposobie życia upodabniają się do nich, czyli do świata, ani kapłanów, którzy zamiast słowa Bożego będą przepowiadać reformy polityczne i społeczne. Kapłani mają być „świadkami i szafarzami innego życia niż ziemskie”[6]. Posługa kapłańska nie może być rozumiana jako aktywność czysto humanistyczna lub społeczna, czy nawet partyjna, jakby Kościół miał być jakąś instytucją opiekuńczą lub socjalną. Jednak, chociaż kapłan jest w służbie królestwa Bożego, które nie jest z tego świata, jego działania odzwierciedlają się także w świecie i wpływają na porządek społeczny. Nic nie jest tak twórcze z punktu widzenia społecznego, politycznego, kulturowego, jak głoszenie prymatu w nim Boga – a to głosi i ma głosić kapłan. To jest jego właściwe narzędzie i sposób uczestniczenia w sprawach tego świata. Niesprawiedliwe relacje społeczne nie tylko są powodem zgorszenia, lecz są także przeciwne porządkowi zbawczemu, ponieważ czynią one nadzwyczaj trudne jego osiągnięcie. Sobór w konstytucji Gaudium et spes naucza: „Warunki społeczne, w jakich żyją i w których tkwią od wczesnego dzieciństwa, często dowodzą ludzi od czynienia dobra i popychają do złego” (nr 25). Te warunki kształtuje się najskuteczniej wprowadzając w nie Boga i zasady życiowe odzwierciedlające Jego prawo.

Kapłan głosi więc chrześcijańskie orędzie o godności człowieka, który od swoich narodzin jest powołany do dialogu z Bogiem[7], a odkupiony przez Chrystusa stał się „nowym stworzeniem” (Ga 6,15). Na mocy faktu, że prowadzi ludzi do Chrystusa, a przez Chrystusa do Ojca oraz do wzajemnej miłości i jedności, kapłan służy całej ludzkości i każdemu pojedynczemu człowiekowi, i nikt nie jest w stanie go w tym zastąpić. Jest zatem w pełni godziwe i całkowicie uzasadnione mówienie o wpływie posługi kapłańskiej na porządek doczesny i na cywilizację, byle został zachowany we wszystkim pierwszeństwo aspektu eschatologicznego i było szanowane kluczowe napomnienie sformułowane przez św. Pawła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu miłe i co doskonałe” (Rz 12,2).

 

[1] Por. II Sobór Watykański, dekret Presbyterorum ordinis, 3.

[2] Tertulian, De praescriptione haereticorum 21, 4.

[3] II Sobór Watykański, konst. Lumen gentium, 20.

[4] Tamże, 28.

[5] Por. np. W. Weber, Soziale Statussymbole in der Kirche im Wandel der Zeit, Münster 1971, s. 261-264.

[6] II Sobór Watykański, dekret Presbyterorum ordinis, 3.

[7] II Sobór Watykański, konst. Gaudium et spes, 19.

© 2017 - Ksiądz Janusz Królikowski - oficjalny serwis internetowy. All Rights Reserved.

Designed by Kajmowicz Jan.

Statystyki